Dumni po zwycięstwie, wierni po porażce*

Wyobrażacie sobie, jakby to było nie mieć przyjaciół?

Jeszcze do niedawna mogłabym bezmyślnie zadawać takie pytanie, sądząc, że jedyną odpowiedzią zapytanych może być zaprzeczenie. Autentycznie byłam przekonana, że posiadanie przyjaciół jest tak naturalne, jak posiadanie rodziców biologicznych. Nawet w rozmowie z niedawno poznanym fantastycznym człowiekiem pozwoliłam sobie na stwierdzenie, że jeśli ktoś nie miałby przyjaciół, oznaczałoby, że musi być skończonym sk****synem. No bo jak inaczej? W odpowiedzi usłyszałam „hmm, wcale nie wydaje mi się, żebym był wyjątkowym sk****synem…”. Zatkało mnie.

Czyli jednak fakt posiadania przyjaciół nie jest ani oczywisty, ani szczególnie zależny od osoby. Przyszło mi do głowy, że może w takim razie nie wszyscy znają definicję przyjaźni? A może nie rozpoznają wśród swoich znajomych tych bardziej pokrewnych dusz?

Gdy przyglądam się swoim przyjaźniom, są wśród nich wieloletnie – niemal od piaskownicy, takie „ze szkolnej ławy”, ale też całkiem świeże – około dwuletnie. Najczęściej ze znajomymi, którzy stali się moimi przyjaciółmi zbliżaliśmy się dzięki wspólnej aktywności, hobby, pracy. Ale to też nie reguła. Równie mocna więź łączy mnie z siostrą, co – jak wynika z relacji wielu ludzi – wcale nie jest typowe, a nawet dość rzadkie. Nie potrafiłabym więc podpowiedzieć gdzie i jak zdobyć przyjaciół.

Chcąc jednak dopomóc w dostrzeżeniu serdecznych osób w otoczeniu, przytoczę mój ulubiony, choć rzadko występujący w zbiorach aforyzmów, cytat:

Przy spotkaniu po dłuższej rozłące znajomi pytają, co z nami, a przyjaciele, co w nas się działo. (Marie von Ebner-Eschenbach)

To dla mnie kwintesencja przyjaźni, bo właśnie na ten temat prowadzę wielogodzinne rozmowy i wymiany maili z przyjaciółmi. Co się we mnie dzieje: w głowie, w sercu, w duszy? I dokładnie o żadną z tych rzeczy nie pyta mnie żaden znajomy. Znajomi chcą raczej wiedzieć gdzie pracuję, czy mam męża i dzieci, gdzie mieszkam, jaki mam samochód (?!). Zupełnie nie interesuje ich, czy jestem szczęśliwa, czy to co robię, przynosi mi satysfakcję. Czasem mam wrażenie, że chodzi o wypełnienie jakiejś ankiety – za każdym razem tej samej, gdy znów spotkamy się za rok, czy za dwa. Moją absolutną „idolką” jest koleżanka z podstawówki, dla której najważniejszą i jedyną informacją istotną do uzyskania ode mnie przy przypadkowych spotkaniach było: „czy mam chłopaka”🙂 Oczywiście w żaden sposób nie mam za złe dalszym znajomym takich pytań, bo przecież prawie nic o mnie nie wiedzą. Jednak w takich momentach podwójnie doceniam przyjaciół, którzy zawsze orientują się, co jest dla mnie w danym momencie życia istotne.

Pomimo, że pewnie miałam swój udział w procesie „zaprzyjaźniania się”, bo z jakichś powodów z wzajemnością zostałam potraktowana jak przyjaciółka, uważam się za szczęściarę. Dar przyjaźni to jedna z tych wspaniałości w życiu, która sprawia, że gdy co jakiś czas bilansuję życie, szala niezmiennie przechyla się na stronę szczęścia.

Z pozdrowieniami dla moich Przyjaciół,

Magda

* zanim dowiedziałam się, że w ten sposób określają siebie kibice sportu, byłam przekonana, że to charakterystyka przyjaźni.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Inne i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Dumni po zwycięstwie, wierni po porażce*

  1. Aneta pisze:

    Nie mydlij mi tu oczu bliską więzią! ;p. Ja za młodu i tak usłyszałam „Ty naiwniaku…”😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s