(Wpis) na czasie

Czasu nie ma, nie istnieje. Jak podaje Wikipedia, jest jedynie skalarną wielkością fizyczną określającą kolejność zdarzeń oraz odstępy między zdarzeniami zachodzącymi w tym samym miejscu. „Nie mam czasu” jest wobec tego najmniej zręczną wymówką, bo mamy na myśli przecież złe gospodarowanie czasem, a nie jakiś namacalny jego deficyt. W takich przypadkach lubię przytaczać cytat: „Nie mów, że brak ci czasu, twój dzień ma dokładnie tyle samo godzin co dzień Michała Anioła, Alberta Einsteina, Matki Teresy z Kalkuty, czy Leonarda da Vinci…” – i tu w zależności od potrzeb wymienia się zamiennie Jana Pawła II czy Madonnę, jako przykłady osób niezwykle pracowitych czy zorganizowanych. Osobiście podaję w tym gronie również Hanię. Wiedza o dokonaniach tych osób motywuje do działania, bo skoro oni mogli wytwarzać dzieła, czy przysłużyć się ludzkości, to czemuż my nie możemy? Z kolei były arcybiskup Paryża Jean-Marie Lustiger pytany przez dziennikarzy o to, czy przy tak wielu obowiązkach ma jeszcze czas na modlitwę, odpowiadał: „Nie, nie mam. Ja go sobie po prostu biorę”.

Jak więc jest z tym czasem? Mamy określoną ilość minut w godzinie, godzin w dobie i tak dalej. Możemy wypełnić je najlepiej jak potrafimy. Tylko co to właściwie znaczy? Jak najwięcej pracować, czy raczej odpoczywać? Wytwarzać coś, z czego będą korzystać ludzie z całego świata, czy może znaleźć niszę i tworzyć w jej ramach dla niewielkiej garstki zainteresowanych? Wartościowo spędzony czas to może jednak ten z bliskimi, albo taki, w czasie którego pracujemy nad sobą i osobistym rozwojem?

Zanim odpowiemy sobie na to pytanie warto wiedzieć, że czas nie jest postrzegany jednakowo we wszystkich częściach świata. Dla przykładu Ben Franklin już dawno spopularyzował powiedzenie „czas to pieniądz”, Indianie mówią o czasie: „czas jest wolny”, Japończycy, że „czas spędzony na śmiechu jest czasem spędzonym z bogami”, a Afrykanie żartują: „to nie zegarek wynalazł człowieka”. W Europie z kolei Hiszpanie mówią: „kto szybko żyje, szybko umiera”, a Włosi ze spokojem – „kto idzie wolno, idzie bezpiecznie i dojdzie daleko”. (źródło: Toastmasters Magazine).

A my Polacy? Mamy swoje własne określenie czasu? Mam wrażenie, że podobnie jak Europa Zachodnia, przejmujemy amerykańską percepcję czasu, a w naszym słowniku coraz częściej pojawiają się zwroty takie jak „time-consuming”, „multitasking”, „getting to the point” i ulubiony przez wszystkich pracowników bez wyjątku „deadline”.

Podzielcie się własnymi refleksjami, jeśli oczywiście znajdziecie na to czas🙂

Magda

Ten wpis został opublikowany w kategorii Inne i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s