Zanim pożyczymy cudze problemy

„Jak ja bym chciała mieć Twoje problemy!” – powiedziała mi ostatnio znajoma po tym, jak siadając w knajpce na niskich poduszkach na podłodze stwierdziłam, że długie nogi nie zawsze są atutem (gdy zgięłam je w kolanach przed sobą, zasłoniły mi rozmówczynię ;p). Roześmiałyśmy się, bo rzeczywiście skala problemu była „ogromna”. Jednak pomimo tego, że do tematu już nie wróciłyśmy, nasunęło mi się kilka wniosków.

Pierwszy z nich to tak zwany (przeze mnie i znajome) „problem włosów”: jeśli ma się kręcone, to chciałoby się mieć proste, i odwrotnie, czyli wieczne niezadowolenie z tego, co się ma. Jest to dość popularne zjawisko i potwierdza się w reakcjach oraz wypowiedziach wielu osób. Koleżanka do zbyt wysokich nie należy (moja nauczycielka geografii z liceum zapytałaby ją bez wahania: “a gdzie ty byłaś, jak ludzie rośli?!”), więc dłuższe nogi są najprawdopodobniej tym, czego nie ma, a chciałaby, a już na pewno nie jest w stanie zrozumieć, że posiadacz/ka takowych może skarżyć się na jakieś niedogodności z nimi związane.

Życzenie „jak ja bym chciała mieć twoje problemy” jest też komunikatem, że problemy nadawcy są dużo większe niż moje, a w dodatku moje są postrzegane jako łatwiejsze do rozwiązania. Wydaje się, że nie ma podstaw do tego, aby móc hierarchizować cudze problemy pod względem trudności, ale każdemu się chyba zdarzyło powiedzieć maturzyście (albo przynajmniej pomyśleć): „Matura to jest pryszcz, zobaczysz jak będzie na studiach. Tam takie ‘maturki’ będziesz zdawać co semestr!”. A co nam daje prawo tak bagatelizować problemy uczniów przed podejściem do egzaminu dojrzałości? Ano to, że myśmy już zdali i że w porównaniu do wyzwań późniejszego, dorosłego życia, matura rzeczywiście była dla nas umiarkowanie przyjemnym sprawdzianem, całkiem do przeżycia.

Tak jest jednak ze wszystkimi wyzwaniami na każdym etapie życia. To, czego już dokonaliśmy wydaje się (z perspektywy czasu) dużo łatwiejsze, niż to, co jeszcze przed nami. Analogicznie, dla starszych od nas pokoleń, nasze aktualne zmagania z życiem wydają się dziecinnie proste. Jednak uważam, że warto się uczyć od seniorów, bo bardziej doświadczeni, chociaż i tak ta wiedza nie zdejmie ze mnie zmartwień związanych z rozwiązywaniem moich bieżących problemów. Warto też pamiętać, ile wysiłku kosztowało nas pokonywanie kolejnych przeszkód, bo dzięki temu uda nam się bardziej empatycznie reagować, gdy ktoś zwróci się do nas z problemem i skuteczniej wspierać. Sama w dzieciństwie najbardziej lubiłam te ciocie i wujków (krewnych lub „przyszywanych”), którzy potrafili „przenieść się w czasie” i porozmawiać ze mną tak, jakby rzeczywiście rozumieli, jakimi problemami żyję! Zestresowanemu maturzyście można by więc powiedzieć, że wbrew pozorom „nie taki diabeł straszny”, że nauczyciele okazują się bardziej przychylni niż się spodziewaliśmy, albo że z naszego rocznika wszyscy zdali🙂.

Nie tylko ze względu na wiek, ciągle będziemy ulegać złudzeniu, że nasze problemy są najpoważniejsze, że fajniej byłoby mieć cudze, bo z pewnością lepiej poradzilibyśmy sobie z ich rozwiązywaniem. Jeśli aktualnie jesteśmy bezrobotni, ciężko nam będzie zrozumieć kolegę, który ma już pracę (w naszym mniemaniu świetną), a zastanawia się nad jej zmianą. Borykając się z problemami zdrowotnymi sądzimy, że wszystko inne w życiu jest mało ważne. Gdy zdrowiejemy – okazuje się, że jednak byliśmy w błędzie, bo pojawiają się kolejne problemy – co najmniej równie istotne. Osoba, której ktoś właśnie złamał serce nie będzie się raczej martwiła brakiem wody pitnej na świecie, a dla kogoś innego to właśnie będzie problem numer jeden. Przykłady można by mnożyć i nie dowierzać, że nawet młodzi, piękni, bogaci i zdrowi mają swoje problemy. A mają i to często wcale niegodne pozazdroszczenia.

Pamiętajmy, że jeśli ktoś zgłasza problem, to oznacza, że już dostrzegł, iż sytuacja w której się znalazł charakteryzuje się pewną (subiektywną) trudnością, wymaga znalezienia rozwiązania (którego jak na razie nie widać) albo wymagania przekraczają możliwości tej osoby. Zamiast kwitować „takie problemy, to żadne problemy”, zapytajmy lepiej, jak możemy pomóc i okażmy rozmówcy zrozumienie. Nawet jeśli mamy do czynienia z przedszkolakiem, który nie potrafi zawiązać sznurowadeł.

Magda

Ten wpis został opublikowany w kategorii Inne i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s