Królowa Śniegu

Prawie za każdym razem, gdy odwiedzam dom rodzinny, rzuca mi się w oczy grzbiet pewnej książki. Stoi na tej samej półce od lat i „czeka na wnuki”, jak mówią moi Rodzice. Baśnie Andersena, wydawnictwa Nasza Księgarnia, w twardej oprawie. Porządna – bo szyta, a nie klejona. To była jedna z ulubionych książek mojego dzieciństwa ze względu na przepiękne ilustracje do każdej baśni, które jeszcze dziś mogłabym z większą lub mniejszą precyzją odtworzyć w pamięci (wystarczy podać tytuł baśni i już przywołuję odpowiedni obrazek).

Właśnie ta, a nie żadna inna książka każdorazowo przyciąga moją uwagę wywołując te same emocje. Jest dla mnie symbolem czegoś niezałatwionego, nieskończonego, przypomina o pewnego rodzaju zaległościach, które nie dają mi spokoju.

W dzieciństwie czytałam wielokrotnie te same opowieści, oglądałam ciągle te same bajki do wyświetlania (aparatem „ANIA”). Trudno mi dziś zgadywać, dlaczego. Z pewnością nie narzekałam na mały wybór, bo książeczek miałam sporo, podobnie jak wspomnianych klisz, czy czarnych płyt. Może zwyczajnie lubiłam te bajki i ich bohaterów (podczas gdy niektórych nigdy nie doczytałam do końca, bo mnie nie ciekawiły), albo miałam złudzenie, że coraz lepiej potrafię czytać, skoro tę samą opowieść czytam coraz szybciej😉. Baśnie Andersena czytywałam w kolejności od krótszych do dłuższych historyjek. Najdłuższą była „Królowa Śniegu”, składająca się z siedmiu opowiadań. Dla mnie-dziecka było to wieeele dłuuugich stron, których czytanie musiałabym rozłożyć na wiele dni, bo czytanie większej ilości naraz było męczące i w pewnym momencie przestawało sprawiać przyjemność. Odłożyłam więc na później tę ostatnią, jedyną nieprzeczytaną baśń z całej książki, z zamiarem powrotu do niej wtedy, gdy podrosnę i będę już płynnie i szybko czytać…

Andersen leży nietknięty po dziś dzień. Przegapiłam właściwy moment, a potem już wyrosłam z bajek i nigdy dotąd nie wróciłam do “Królowej Śniegu”. Wprawdzie kilka razy nawet wyciągałam rękę po książkę, żeby dla świętego spokoju ją przeczytać (pewnie zajęłoby mi to zaledwie kilka chwil), ale uznałam, że byłoby to sztuczne. Trudno przecież, żebym z zapartym tchem poznawała opowieść, której fabułę już dobrze znam. Dziecięca ciekawość odeszła bezpowrotnie, a żal z powodu niezaspokojenia jej w odpowiednim czasie pozostał. Może stąd wzięło się powiedzenie, że „lepiej żałować, że zrobiło się coś (głupiego), niż żałować, że się tego nie zrobiło”?

Dlaczego akurat teraz o tym piszę? Jak zwykle po śmierci „znanych i lubianych”, media serwują nam reportaże, wywiady i inne formy wspomnień o tych, którzy w swoim życiu robili rzeczy godne pamięci. Nie inaczej było przed kilkoma dniami w przypadku Ireny Kwiatkowskiej. Nie będę zmyślać, że byłam jej fanką, albo że szczególnie interesował mnie jej życiorys i dorobek artystyczny. Jednak właśnie szum medialny wywołany odejściem aktorki sprawił, że przeczytałam wywiad sprzed blisko dwóch lat. Zwykle w historiach życia starszych osób szukam mądrości, odpowiedzi na pytania “jak żyć, żeby szczęśliwie przeżyć życie”, lub “jakimi wartościami się kierować”, albo “jak postępować, aby niczego w życiu nie żałować”. Zawsze jakieś zdanie zapada mi w pamięć, czasem je zapisuję. Wprawdzie każde istnienie jest inne i realia życia pokoleń wojennych są nie do porównania z tymi, w których ja żyję, ale jednak pewien przekaz pozostaje uniwersalny.

Z Kwiatkowskiej wynotowałam, że szczęście ściśle wiązała z życiem teraźniejszością. Nie rozpamiętywała przeszłości (nie lubiła wspominać, nie trzymała pamiątek, zdjęć, nie żałowała wyborów), żeby w pełni zająć się życiem tu i teraz. Cóż za umiejętność! I też godna podziwu samokontrola, bo doskonale wiedziała, co jej służyło i tym samym unikała tego, co mogło odebrać radość życia. Niby recepta na szczęście prosta i jasno sformułowana, ale czy też tak prosta do zastosowania? Każdy chyba słyszał narzekanie na obecny system i głosy, że „za komuny żyło się lepiej”. Dla tych osób „dobre życie” skończyło się z rokiem ‘89 i już nawet nie dopuszczają do świadomości, że teraz może być równie dobrze – choć inaczej.

Sama do niedawna miałam wątpliwości co do tego, w jakim zakresie „utrzymywać przy życiu” przeszłość – we wspomnieniach czy pamiątkach (pisałam o nich nawet w swoim pierwszym wpisie). Dziś, zaledwie pół roku później, coraz bardziej skłaniam się ku temu, aby postawić akcent na życie tu i teraz, a także na jutro. Mam wrażenie, że chęć powrotu do przeszłości zmienia się wraz z wiekiem. Dla przykładu, jeszcze jako nastolatka dbałam o to, żeby regularnie wywoływać zdjęcia z miejsc, w których bywałam, żeby je następnie powklejać do albumu “na pamiątkę”. Aktualnie mam już w tym względzie takie zaległości, że tracę z oczu sens powrotu do tematu w ogóle. Może niech lepiej zostaną sobie na płytach? Koleżanki-matki mówią, że do zdjęć chętnie wraca się w czasie ciąży – gdy aktywność jest ograniczona, a trzeba dostarczać sobie pozytywnych bodźców – wtedy miło powspominać. Zostawię je więc bez żalu w wersji CD. A jak rozprawić się z „nękającą mnie” raz po raz Królową Śniegu?

Zdecydowałam, że podczas kolejnej wizyty u Rodziców za ich zgodą znajdę dla książki inne miejsce – nie na widoku, żeby nie przypomniała mi o czymś, co odeszło bezpowrotnie. Kto wie, może będzie mi dane kiedyś sięgnąć po baśnie Andersena, aby poczytać własnym dzieciom i przy okazji dokończyć najdłuższe opowiadanie? Czas pokaże.

Jeśli też macie swoją „Królową Śniegu”, która subtelnie o sobie przypomina nie pozwalając odciąć się od przeszłości, na którą już nie macie wpływu – podzielcie się w komentarzach!

Z bajecznym pozdrowieniem
Magda

Ten wpis został opublikowany w kategorii Inne i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s