Książka na receptę

Nie wiem jak Wy, ale ja w wieku dojrzewania borykałam się z problemem trądziku. Wprawdzie nie utrudniał mi znacznie życia, ale jednak. Powszechnie wiadomo, że w tym okresie za wszelkie wahania w organizmie odpowiada „burza hormonów”, więc wybrałam się do ginekologa. Była to moja pierwsza wizyta u tego specjalisty, więc pani doktor przeprowadziła krótki wywiad. Jakie było moje zdziwienie, gdy zamiast chociażby o kondycję moich narządów płciowych zostałam zapytana o sposób odżywiania! Ile solę, czy jem dużo słodyczy i jak zachowuje się mój układ trawienny. Przypomniałam, że przyszłam z problemem skórnym, żeby lekarce nie umknął cel mojej wizyty, a ona pytała dalej o różne nawyki żywieniowe. Nie wyglądała na zadowoloną z moich odpowiedzi, zerkała tylko od czasu do czasu na mnie, wprawdzie z lekkim uśmiechem, ale jakby z politowaniem. Gdy skończyła przepytywać, podała mi karteluszek. Tyle, że nie była to recepta, tylko kartka z nazwiskiem autora i tytułem książki. „Przeczytaj tę książkę, a znikną twoje problemy skórne i wszystkie inne dolegliwości” – powiedziała.

Średnio zadowolona z wizyty kupiłam jednak książkę, skoro już zaoszczędziłam na lekarstwach. Nie udało się to niestety od ręki, bo wówczas książki jeszcze nie było w księgarniach i zdobyłam ją dopiero za jakiś czas na targach zdrowia i medycyny niekonwencjonalnej. Przekartkowałam: wstęp o autorce, jej schorowanym życiu i poszukiwaniach metod leczniczych na własną rękę, gdy medycyna konwencjonalna wciąż nie dawała odpowiedzi, coś o przepływie energii, żywiołach, zalecenia żywieniowe, przepisy zgodnie z filozofią pięciu przemian, wzmianka o tradycyjnej medycynie chińskiej… Pomyślałam wtedy, że to jakieś szarlatańskie metody, a gdyby były skuteczne, wszyscy by o nich wiedzieli. Jako że moje zainteresowania kulinarne były wtedy bliskie zeru, oddałam mamie książkę sądząc, że może ona skorzysta z przepisów.

Było to ponad 10 lat temu, kiedy w Polsce nie mówiło się jeszcze wiele o zdrowej żywności, rynek health&wellness praktycznie nie istniał, dostęp do internetu nie był tak powszechny, więc nie miałam możliwości zweryfikowania treści książki. Jednak już wtedy zastanawiało mnie, dlaczego taka wiedza nie jest upowszechniona, skoro tanim kosztem i bez skutków ubocznych można byłoby poprawić swój stan zdrowia. Jako nastolatka nie odczuwałam jeszcze na własnej skórze prawdziwości powiedzenia, że „jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze”, dlatego takie uzasadnienie nie przyszło mi do głowy. Z tego samego powodu nie zdawałam sobie sprawy z faktu, iż koncerny farmaceutyczne z roku na rok rosną w siłę (chociaż wtedy jeszcze apteki nie łączyły się w sieci i nie były poddawane precyzyjnie przemyślanym, długofalowym działaniom marketingowym), a i media nie huczały od reklam medykamentów.

Dopiero wiele lat później dotarło do mnie, że profilaktyka zdrowia inna od tabletki ze sztuczną witaminą nie będzie popularyzowana – przynajmniej w środkach masowego przekazu. W głównym wydaniu serwisu informacyjnego usłyszę raczej, że lekarze wynaleźli nową metodę walki z chorobą, za którą NFZ zapłaci horrendalne kwoty, niż przypomnienie o prostych metodach zapobiegania zachorowaniom.

Dla jasności, nie mam nic przeciwko lekarzom. Przeciwnie – szanuję ich zawód i kwalifikacje, bo studia medyczne do najłatwiejszych nie należą, a ich pomoc w większości przypadków jest nieoceniona. Jednak jak w każdej branży – są świetni specjaliści i też tacy, do których lepiej nie trafić. Sama spotkałam kilku, którym wiele zawdzięczam – nie tylko ze względu na fachową diagnozę i wyleczenie, ale także za radę, jak pomóc sobie nie tylko lekarstwami (za przepisanie których firmy farmaceutyczne sponsorują wczasy), ale też jak nie dopuścić do nawrotu choroby. Jednak gdy dowiedziałam się, że w Chinach (kolebce najstarszej medycyny świata) lekarz był wynagradzany za to, że ludzie z obszaru, za jaki odpowiadał, nie chorowali (mógł nawet stracić życie, gdyby członek rodziny cesarskiej zaniemógł), uświadomiłam sobie, że nasz system opieki zdrowotnej jest skonstruowany całkiem odmiennie (utrata pacjentów = utrata pieniędzy). Wtedy zrozumiałam, że dbanie o siebie leży wyłącznie w moim interesie i nikt nie poda mi na talerzu ani wiedzy, ani metod. Dziś wiem, że ginekolożka właśnie to chciała mi – wtedy młodej i szczególnie podatnej na ówczesne  trendy pacjentce – uświadomić.

Gdy przed kilkoma laty zaczęłam się interesować tematyką żywności i roli żywienia w profilaktyce chorób, przypomniałam sobie wizytę u pani doktor. Sięgnęłam po “przepisaną” książkę i ze zdumieniem odkryłam, że treści tam zawarte pokrywają się z wiedzą, którą nabyłam w toku poszukiwań informacji o wpływie sposobu odżywiania na zdrowie.

Tą właśnie wiedzą, ale też wątpliwościami (bo jak się przekonałam, nie jest to obszar pozbawiony skrajnych podejść) będę chciała podzielić się z Wami publikując co jakiś czas teksty w kategorii Zdrowie.

Magda

Ten wpis został opublikowany w kategorii Zdrowie i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Książka na receptę

  1. Darek pisze:

    Magda-o jaką książkę chodzi? Tak się o niej rozpisałaś a nie doczytałem ani autorki ani tytułu….

    • Magda pisze:

      Witaj Darku na blogu!
      Nie wiem, czy zauważyłeś, ale tekst nie ma na celu reklamy książki, tej konkretnej. Celowo nawet pominęłam autora i tytuł. Dlaczego? Otóż w przeciągu ponad 10 lat pojawiło się na rynku bardzo dużo literatury o żywieniu i niektóre opracowania uważam za dużo lepsze, albo takie, które w bardziej przekrojowy sposób ujmują temat. Ponadto nie chciałabym, żeby Czytelnicy pomyśleli, że na podstawie tej konkretnej książki zbudowałam cały swój pogląd na tematy zdrowia – bo tak nie jest. Fakt, od niej się wszystko zaczęło, ale z perspektywy czasu uważam, że wiele innych tytułów mogłoby się znaleźć na jej miejscu i w podobny sposób zapoczątkowałyby moje zainteresowanie tą tematyką.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s