Taksówka

Jeśli macie tylko parę godzin, aby zobaczyć nowe miasto czy kraj, wsiądźcie do taksówki. Nie namawiam tu do nabijania kieszeni niejednokrotnie „zaradnych” taksówkarzy i wydania wielu pieniędzy na jednokilometrową przejażdżkę i nic poza nią. Chodzi mi raczej o niepowtarzalną okazję zanurzenia się w kulturę danego miejsca za jedyne 10/20/30/40 € (niepotrzebne skreślić). Oczywiście najlepiej nie uszczuplać już i tak nadszarpniętego kosztami podróży budżetu i znaleźć na miejscu przychylnego nieznajomego lub odświeżyć znajomość z miejscowym posiadającym samochód. Wtedy poznacie tę osobę, jak nigdy przedtem (wiem co mówię, mojego partnera zrozumiałam dopiero, gdy przejechaliśmy samochodem przez ulice jego rodzinnego miasta). Gdy jednak nie mamy pod ręką nikogo sprawdzonego, to możliwości poznania kogoś na tyle blisko, aby mu zaufać i wsiąść z nim do samochodu często są ograniczone, a dzisiejsze czasy nie zachęcają do odważnego narażania się na niebezpieczeństwa jazdy autostopem.

Być może dlatego w ten sposób jechałam tylko dwa razy w życiu. Raz, sympatyczny właściciel malucha zgodził się podwieźć mnie i moich znajomych na dworzec w małym miasteczku, gdy przegapiliśmy autobus. Drugi raz starszy Brytyjczyk zatrzymał się, gdy dwie Polki próbowały złapać stopa w samym środku angielskiej wsi (może postanowił wybawić nas z niezwykle trudnego losu piechura na brytyjskich bezdrożach). Żadne z tych doświadczeń nie nauczyły mnie jednak tyle o ludziach, co jazda taksówką.

W Chinach zaobserwowałam, że najlepszym sposobem na pokonanie wąskiej drogi z wieloma zakrętami wcale nie jest zmniejszenie prędkości i rozważna jazda. Wystarczy klakson! Głośny sygnał wydany przez kierowcę miał pewnie oznaczać: „Uwaga, jadę!” Na szczęście nie doświadczyłam na własnej skórze, co może się stać, gdy nadjeżdżający z drugiej strony postanowi „oznajmić” klaksonem to samo. W Chinach odkryłam również, że przypadkowe przejechanie zwierzęcia może skłonić kierowcę do zatrzymania się i zabrania nieżywego stworzenia na obiad. Rozjechanym pechowcem był wtedy wąż, który jednak zakończył swój żywot na drodze.

Na Węgrzech jednym z przyjemniejszych towarzyszy podróży okazał się sympatyczny taksówkarz, dzięki któremu zdążyłam na samolot. Pamiętam, że rozmawialiśmy wtedy zarówno o marazmie i nostalgii na Węgrzech, jak i o drużynie siatkarskiej jego córki. Doświadczenie to pozwoliło mi po raz kolejny przekonać się, jak podobni są Polacy i Węgrzy i jeszcze bardziej poczuć się jak u siebie w domu.

W Luksemburgu słuchałam z taksówkarzem radia, które dzień po śmierci Michaela Jacksona grało tylko jego utwory. Pamiętam, że pomyślałam wtedy o pędzącej na łeb na szyję globalizacji.

Podczas najnowszej podróży przeniosłam się myślami do historii opowiadanych mi przez znajomych, którzy odwiedzili Daleki Wschód albo jeden z śródziemnomorskich krajów. Taksówkarz nie tylko używał sygnału dźwiękowego co 5 minut, migał także światłami, gdy choć trochę nie podobało mu się zachowanie innego użytkownika drogi. Pierwsze 20 minut w Atenach niezmiennie będzie kojarzyć mi się z pędzącą prawym pasem ruchu taksówką i jedynym pytaniem, które taksówkarz potrafił zadać po angielsku: „Where are you from?”

Ciekawe, czego można się dowiedzieć o Polsce z perspektywy dróg krajowych i autostrad.

Hania

Ten wpis został opublikowany w kategorii Inne i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s