Mecz poza boiskiem

Jak to jest, gdy czujesz się przynajmniej raz w tygodniu całkowicie bezużyteczny i przegrany? Do tego uczucia chyba nie da się przyzwyczaić. Liczysz na to, że mimo wszystkich swoich wad zostaniesz wybrany, a na Twoich barkach spocznie odpowiedzialne zadanie przyczynienia się do sukcesu zespołu. Poświęcasz swój wolny czas, by się doskonalić. Tematy rozmów  ze znajomymi często nie wychodzą poza sposoby na poprawienie wytrzymałości i rozwój umiejętności. Nie, nie piszę tu o pracy, zarządzaniu zespołem ludzi i chęci zaimponowania szefowi. Chodzi o coś bardziej prozaicznego, co mimo wszystko spędza sen z powiek niejednej osobie: uprawianie sportu drużynowego. To uczucie znają tylko ci zawodnicy, którzy wielokrotnie „grzali ławę”. Uczucie zbędności i kompletnej nieprzydatności. Niby „co cię nie zabije, to cię wzmocni”, ale w pewnym momencie zaczynasz zastanawiać się nad własnymi granicami.

Zrezygnowałam z poważnego traktowania sportu drużynowego dwa razy (obecnie daję sobie trzecią szansę). Mimo to, wciąż gdzieś głęboko we mnie drzemała i nadal drzemie potrzeba wspólnej walki w drużynie i osiągania razem celów. Świetnie jest wywalczyć coś ramię w ramię z innymi i później świętować zasłużony sukces. Gdy o tym marzymy, zapominamy, że takie sytuacje zdarzają się niezwykle rzadko. Powstają jedynie wtedy, gdy w grę nie wchodzi wzajemne obwinianie się w przypadku porażki. I oczywiście tylko wtedy, gdy w ogóle masz choć raz szansę stanąć przy linii i wejść na boisko.

Jakie cechy charakteru powinien mieć człowiek, aby umieć znieść z godnością cotygodniowe oglądanie z nadzieją listy zawodników, na której po raz kolejny nie widnieje numer jego koszulki? Czy nawet najwyższa samoocena i wiara w siebie nie ucierpi na tym, że trener niezmiennie szykuje dla Ciebie wygodne miejsce na ławce rezerwowych? Jak tu kibicować tym, którzy zostali wybrańcami i nie tylko stają do walki, ale w wielu wypadkach z ich powodu Tobie nie dane jest zdobywać punktów?

Osoba, która potrafi schować swoje ego do kieszeni i z podniesioną głową opuścić halę po meczu, nawet jeśli nie mogła choć raz wprowadzić piłki do gry, jest według mnie zwycięzcą. Niejednokrotnie większym, niż ci, którzy pokonali przeciwnika i mogli wykazać się swoimi umiejętnościami. Znacie kogoś takiego? Ja nadal szukam.

Hania

Ten wpis został opublikowany w kategorii Inne i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Mecz poza boiskiem

  1. Pingback: Róbmy swoje | Less-travelled

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s