Napisz coś do mnie, bo się nudzę*

Parę dni temu HBO wyemitowało film dokumentalny „Czekając na sobotę”, który poprzedził artykuł w Dużym Formacie „My się nigdy nie nudzimy”. W wielkim skrócie chodziło o wieś. Tylko ponoć jakąś inną, zaskakującą; jak stwierdził Mariusz Szczygieł – „ukrytą”. Ta właśnie wieś czeka na sobotę, bo ten dzień jest lekarstwem na nudę, wtedy można się napić w przydrożnej wiacie, a potem wyszaleć w dyskotece. Oprócz przedstawienia młodych ludzi i ich nieskrępowanych wypowiedzi, autorzy chcieli pokazać jak to jest, gdy walczymy z nudą. Pomijając wszystkie inne kwestie poruszane przez reportaż prasowy (bo filmu niestety nie widziałam)i czy się zgadzam z zarzutem, że to kolejna opowieść o prowincji stworzona przez „tych z zewnątrz”, zaczęłam głębiej zastanawiać się nad nudą, nie dzieląc jej na nudę miastową czy wiejską. A poza tym czy miastowych naprawdę nie dotyczy kwestia czekania na sobotę?

Prosty i znany wielu scenariusz. Wstajesz rano, szybki prysznic, śniadanie i pędem do pracy. Potem, przez 8 godzin (lub więcej, w zależności od widzimisię szefa lub konieczności dorobienia) wykonujesz pracę, która już dawno przestała dawać Ci satysfakcję i przynosić radość. Wywiązujesz się mechanicznie z szeregu zadań, bierzesz udział w zebraniu działu czy zakładu i z każdym dniem coraz bardziej cierpisz na nudę. Praca pochłania większość Twojego dnia, więc stan znudzenia jest permanentny. I tak, byle do piątku… W domu spotykasz wynudzonego partnera, pogrążone w nudzie dzieci i nawet pies nie cieszy się na Twój widok tak, jak kiedyś.

Ale w sobotę puszczają hamulce. Czy to na imprezie rodzinnej, czy podczas cotygodniowego clubbingu (to oczywiście wersja dla tych bez partnera, dzieci i psa, a przynajmniej bez psa ;)), nie żałujesz sobie. Wtedy wreszcie coś się dzieje, ludzie wydają się bardziej radośni, a i świat bardziej do przełknięcia. Przez tych parę godzin wieczorno-nocnych zapominasz o poniedziałkowym koszmarze. Kołyszesz się w rytm kolejnego, „niezwykle oryginalnego” utworu Timbalanda albo oddajesz  się konsumpcji (nie tylko jedzenia) przy suto zastawionym stole u cioci na imieninach. A potem niedziela i znów, odliczasz godziny do soboty.

Nie pamiętam niestety kto go wysunął, ale wiem, że raz spotkałam się z opinią lub wręcz zarzutem, że „TY, to się nigdy nie nudzisz”. Rzeczywiście, ostatni raz, gdy mnie to dotyczyło, był chyba w szkole średniej, przypuszczalnie z tego powodu, że jeszcze nie zdążyłam w 100% zapełnić sobie grafiku. Walka z nudą często kończy się staniem po tej drugiej stronie – gdy można zdiagnozować pracoholizm albo skrajny niedobór snu. Dobę zawsze można trochę nagiąć, coś poprzestawiać, czasem kosztem jedzenia, czasami kosztem sprzątania. Praca, pięć minut na lekki sprint przez miasto z jednego zajęcia na drugie, potem kolejne dziesięć na powrót do domu, kilka godzin pracy, jakaś lekcja języka obcego dla samouków, kilka podcastów, jogging, książka, spotkanie ze znajomymi. Uff, męczy mnie sama myśl takiego dnia. Wtedy oczywiście dochodzę do wniosku, że nieźle byłoby sobie posiedzieć w sobotę i trochę się ponudzić, bo nuda taka fajna, relaksująca.

Ale równocześnie w mojej głowie pojawia się obraz tego, co miał do powiedzenia na ten temat Kabaret Potem: „Nudzę się, ludzie wciąż tacy sami. Nudzę się, o, żeby choć dynamit, Lala la la, rozerwać trochę ludzi, Rozerwać i może ciut wybrudzić.” Może jednak lepiej, że nie pragnę z nudy rozrywać ludzi?

Hania

*Tytuł tego wpisu wziął się z „popularnych opisów na Gadu-Gadu”

Ten wpis został opublikowany w kategorii Inne i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Napisz coś do mnie, bo się nudzę*

  1. qmik pisze:

    Niech żyje napięty harmonogram!

    Kwestia czekania na sobotę nie dotyczy mnie osobiście, bo przestałem dyskryminować tydzień na jego część właściwą i końcówkę… czy to dobrze czy źle – nie wiem, ale już się przyzwyczaiłem.
    Acz jeszcze ciągle dziwię się, że ktoś odpowiada na mego sobotniego maila dopiero w poniedziałek.

    Pytanie co jest lepsze – nuda czy pracoholizm – jak dla mnie w zasadzie odpowiedzi nie posiada. Znam wiele (zbyt wiele) osób, dla których prawie każdy dzień po pracy oznacza przygotowywanie obiadu, a potem już oglądanie telewizji aż do pójścia spać – dla mnie nuda, ale pewnie dla nich samych – nie. A może jakiś wyznawac stylu życia na „kanapowego ziemniaka” przeczyta to zdanie i je zweryfikuje?
    A pracoholicy? Może jeśli tylko robi się co się lubi, to wszystko będzie dobrze i będziemy żyli długo i szczęśliwie😎, a Polska zostanie w końcu tym Mistrzem Świata? Czy nie?

    • Hania pisze:

      Witaj Qmiku na naszym blogu! Zastawiam się, czy skoro nie dzielisz tygodnia na pięć dni pracy i weekend, to czy zdarza Ci się życzyć komuś miłego weekendu? Zadajesz komuś czasami pytanie, jak minął weekend? Sama kiedyś cierpiałam na podobną przypadłość (pracowałam 7 dni w tygodniu, niemal non-stop), ale odkąd udowodniono mi, że każdy powinien wypoczywać i leżenie do góry brzuchem w sobotę nie jest rzeczą nienormalną, coraz częściej stosuje się do tego. Dlatego też w moich rozmowach nierzadko pytam o weekend lub życzę miłego spędzenia weekendu.

      Co do nudy i pracoholizmu: z nudy jeszcze nikt nie umarł (mimo nadużywania tego stwierdzenia), ale z powodu pracoholizmu, nawet takiego gdy robimy to, co lubimy, można zejść z tego świata. Uważaj więc!

      Na przekór Twojemu harmonogramowi: miłego weekendu!🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s