O kobietach z pasją (z mężczyznami w tle)

Piotr Kraśko w jednym z wywiadów przed laty powiedział, że nie wyobraża sobie, żeby jego żona zrezygnowała dla niego z pasji. Właśnie dlatego tak mu się spodobała i zaimponowała, że miała własne zainteresowania i absolutnie nie będzie wymagał od niej poświęceń polegających na wycofywaniu się z ulubionych zajęć. Może to było powodem, dla którego „stara” żona przestała nią być, a „nowa” zajęła jej miejsce?

Jakkolwiek niewiele wiem o panu Kraśko i niekoniecznie śledzę jego życiorys, o tyle powyższa wypowiedź szczególnie zapadła mi w pamięć. Takie podejście stanowi  przeciwieństwo dla postawy niektórych mężczyzn, którzy czynią ze swoich żon gospodynie domowe, zwane również kurami domowymi, czy matkami-Polkami. Nurtuje mnie jednak pytanie, czy to mężczyźni celowo i aktywnie „udomawiają” swoje wybranki, czy to żony oferują zajęcie się domem i wyłącznie nim.

Aby udzielić sobie odpowiedzi na to pytanie, przyjrzałam się kobietom wokół mnie. Tym, które znam osobiście i także tym, o których wiem tylko tyle, ile opowiedzą o sobie w mediach. Na podstawie zgromadzonych obserwacji podzieliłabym je na trzy grupy.

Pierwszą byłyby kobiety, które nie mają potrzeby pełnić żadnej innej roli społecznej poza byciem żoną, później matką. Jeśli jest to ich dobrowolna decyzja, o której mąż wie, to uważam, że jest ok. Z czasem jako spełnione żony i matki być może zapragną rozwijać się też w innych obszarach i byłoby świetnie, gdyby mąż to docenił, wspierał, a przede wszystkim w ogóle umożliwiał (brał pod uwagę taką ewentualność i nie blokował).

Druga grupa kobiet to takie, które przed ślubem czy wejściem w związek z mężczyzną miały swoje pasje i zachowały je oraz nadal rozwijają w trakcie trwania związku. Właśnie przedstawicielki tej grupy stawiam sobie za wzór.

Zastanawiająca jest natomiast trzecia grupa, grupa kobiet z własnymi planami, pomysłami na życie, pasjami, które nagle porzucają z chwilą poznania mężczyzny swego życia.  O ile mogę zrozumieć, że chwilowo nowa miłość wydaje się być całym światem, o tyle wyrzekanie się  swojej przeszłości dla nowego życia, w którego centrum stanie wybranek, średnio potrafię sobie wyobrazić. Nie tylko wyobraźnia nie ułatwia uzmysłowienia sobie takiego stanu rzeczy, ale chyba samo życie też nie pozostawia złudzeń. Mogę się oczywiście mylić.

Własne doświadczenia oraz obserwacja cudzych związków utwierdziły mnie w przekonaniu, że całkowite poświęcenie się dla partnera na dłuższą metę nie daje takiej satysfakcji, jakiej można by się spodziewać. Jakże się cieszę, że mam już daleko za sobą czasy młodzieńczych miłości, kiedy samo bycie obok drugiej osoby było pełnią szczęścia, gdy niczego się nie planowało w nadziei, że jakoś to będzie, że razem coś wymyślimy i będziemy dla siebie siłą napędową. Rzeczywiście często jest tak, że kobiety (w każdym wieku, nie tylko te młode i „świeżo” zakochane) są największą motywacją dla swoich partnerów. Już Ignacy Paderewski zauważył, że „droga do sukcesu pełna jest żon popychających swoich mężów”. Niektóre kobiety chętnie wchodzą w taką właśnie rolę, pełniąc jednocześnie funkcję doradcy osobistego, zawodowego i finansowego będąc także pocieszycielką, źródłem wsparcia, pomysłodawcą itp. Dla partnera oczywiście, a nie dla siebie samej. Całą swą wiedzę i energię inwestują w rozwój mężczyzny, co nierzadko daje im prawdziwą satysfakcję. Tylko, że… jak długo można żyć osiągnięciami partnera, cieszyć się jego pasjami i próbować zadowolić się cudzym spełnieniem? Oczywiście pławienie się w cudzej chwale jest znakomitym sposobem na dowartościowywanie się (np. jestem żoną prezesa), ale jak długo można świecić światłem odbitym? Może w końcu warto pomyśleć o sobie, swoich dążeniach?

Pełna obaw, że i mnie może tak „zamroczyć” napisałam maila do przyjaciółek z listą wszystkich ważnych dla mnie spraw, których nie chciałabym zaniedbać będąc w związku z mężczyzną. Znalazły się na niej zarówno cele zawodowe, plany związane z rozwojem osobistym i zainteresowaniami, a także tak prozaiczne zagadnienia, jak dbałość o własne zdrowie i wygląd (bo na to pośród codziennych obowiązków też musi się znaleźć czas). Zobowiązałam przyjaciółki do tego, aby dały mi znać, gdyby zauważyły, że moje zachowanie jest sprzeczne z założeniami. Oczywiście zawsze mogę zmienić zdanie i w konsekwencji za zmianą postaw pójdzie zmiana zachowań, jednak zawsze warto żeby bliskie osoby dopytały, czy to mój wybór, czy „tak się niestety złożyło”.

Dla Czytelniczek, które są właśnie na etapie „zachłyśnięcia się” partnerem, polecam przeczytanie wyznań kobiety, która żyła z mężem przez 15 lat, inwestując swój czas i energię głównie w jego biznes. Zobaczcie, jakie miała problemy, aby stanąć na nogi i znaleźć sens życia, gdy tego mężczyzny w jej życiu zabrakło! Wprawdzie historia Erin Pavliny ma szczęśliwe zakończenie, jednak również w jej przypadku z pewnością łatwiej byłoby zapobiegać niż „leczyć”.

Dlatego jeśli dziś macie cudowny związek, o którym mówicie „taki na całe życie”, to nie zapominajcie proszę o sobie! Bo jeśli okaże się, że jednak relacja nie przetrwa próby czasu, to co wtedy?

Wtedy nie pozostanie nic innego, jak zapoznać się z radami Bartka na temat „jak znaleźć pasję” i wyruszyć na poszukiwanie własnych.

Powodzenia!

Magda

About these ads
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kobiety i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s